sobota, 20 kwietnia 2013

Part tu, czyli smak wolności


Z perspektywy Talii 

Do miasta aniołów dotarłyśmy jakoś przed świtem. Wyszłyśmy przed budynek lotniska i natychmiast zaczęłyśmy trząść się z zimna. Noce są chłodne, a słońce jeszcze nie wzeszło. Stanęłyśmy na środku chodnika, nie bardzo wiedząc co  mamy zrobić. Dwie, prawie wcale nie znające się dziewczyny, z wielkimi marzeniami,  postanowiły uciec do Los Angeles, bo naczytały się opowiadań. Postawiłyśmy wszystko na jedną kartę.
A skoro tak, to musimy z niej wycisnąć ile się da.
- Pasowałoby gdzieś iść - Stwierdziła odkrywczo Liv szczękając zębami.
- W filmach zawsze idą na zachód, to my chodźmy na wschód! - Odparłam. Gdzieś na horyzoncie niebo przybierało czerwonawy kolor, więc ruszyłam właśnie w tamtą stronę. Kochane słoneczko doprowadziło nas do słynnego wzgórza z napisem Hollywood. Rozsiadłyśmy się wygodnie w wielkim 'd'.  Tak, z dołu wygląda na płaskie, ale wcale takie nie jest*.
  - Zdajesz sobie sprawę, co zrobiłyśmy? - Zapytała Liv, spoglądając na Los Angeles. Ten widok był epicki. Miasto ciągnęło się po horyzont, gdzieś w oddali majaczyło kilka wieżowców. Po prawej jakiś większy zbiornik wodny.
- Popatrz. - Kontynuowała moja towarzyszka włóczęgi - Przeleciałyśmy tysiące kilometrów. Zostawiłyśmy za sobą wszystko. Jesteśmy wolne jak wiatr. Możemy robić co chcemy. Nikt nam nie zabroni. Ba, nie wiemy nawet gdzie jest spożywczy, nie mamy gdzie spać. Ale jesteśmy wolne. Rozumiesz?
- Wiem - Odparłam. - Jesteśmy wolne.
To cudowne uczucie.  Całe życie, od małego, ktoś mnie kontrolował. Chodziłam jak  zegarku, na wszystko był ściśle wyznaczony czas. Wszystkim rządziły zasady, które z czasem nauczyłam się omijać.
I teraz te zasady znikły. Już ich nie było.
- Możemy zrobić wszystko. Rozumiesz? - Powiedzieć że byłam  podekscytowana, to mało.
- Chodźmy gdzieś! - Zarządziła Liv. Zerwałam się na równe nogi.
I właśnie w tym momencie odezwał się jej brzuch,  domagając jedzenia.
- Ale najpierw coś zjedzmy - Stwierdziłam, wyciągając z plecaka bułki zakupione jeszcze w Polsce.

Z perspektywy Liv:


Kiedy znudziło nam się siedzenie pod znakiem Hollywood i zajadanie bułek, wybrałyśmy się do miasta. Było jeszcze za wcześnie na zwiedzanie, więc ten punkt odłożyłyśmy na później. Byłam strasznie podekscytowana. To miasto nas nie znało, natomiast my, wiedziałyśmy o nim wszystko co istotne. Tylko jedna myśl ciągle nie dawała mi spokoju. Na chwilę obecną byłyśmy bezdomne. Dotarłyśmy do jakiegoś niewielkiego parku i postanowiłyśmy odpocząć. Oprócz nas był tutaj jeszcze mężczyzna, i prawdopodobnie jego córka. Przyglądałam się im z uśmiechem na ustach, mimo że takie widoki bolały mnie najbardziej. Każdego wieczoru próbowałam przypomnieć sobie jak wyglądają moi rodzice, ale też zastanawiałam się, dlaczego mnie nie chcieli. Jednak moje wysiłki zawsze szły na marne. Teraz jest to dla mnie nieważne. Liczy się tylko to, że jestem tu i teraz, w Mieście Aniołów i nikt nie może mnie kontrolować. Wszystko mogę zacząć od nowa. Spojrzałam na Talię, która od tej chwili była moją jedyną rodziną. My, dwie uciekinierki z Polski, przeciw całemu miastu w którym roiło się od niebezpieczeństw.

-Musimy znaleźć jakieś mieszkanie, albo chociaż pokój do wynajęcia!- Powiedziała Talia wgapiając  się w jakiś odległy punkt. Skinęłam twierdząco głową. Nie satysfakcjonowała mnie perspektywa nocowania pod gołym niebem do końca życia. Niechętnie podniosłyśmy się z ławki. Na szczęście  nie musiałyśmy długo szukać. Ktoś zostawił dzisiejszą gazetę na przystanku autobusowym, więc natychmiast zabrałyśmy się za przeglądanie ofert. Było ich wiele, ale niestety w znacznej części nie na nasze możliwości. Nie dysponowałyśmy zbyt wielką gotówką i dotarło do nas, że nie będzie tak łatwo jak myślałyśmy. Prawie straciłam nadzieję, kiedy nagle moja towarzyszka krzyknęła radośnie

-Liv! Jest mieszkanie nad Rainbow! W dodatku całkiem tanie!- Wyciągnęłam z plecaka długopis i na dłoni zapisałam podany numer telefonu. Czyli jednak szczęście jest po naszej stronie. Wygrzebałam z kieszeni parę drobniaków i udałam się do budki telefonicznej, z której w dzisiejszych czasach nikt już nie korzysta. Zacisnęłam dłoń na słuchawce, modląc się w duchu, aby ogłoszenie było aktualne. Po drugiej stronie odezwał się kobiecy głos. Na początku trochę się jąkałam i popełniłam kilka błędów gramatycznych, ale po chwili rozmowa w języku angielskim nie sprawiała mi już trudności. Jane, bo tak nazywała się właścicielka, pozwoliła nam zobaczyć mieszkanie za piętnaście minut, więc miałyśmy trochę czasu, aby ustalić jego lokalizację. Punktualnie o godzinie dwunastej, zapukałyśmy do drzwi. Klub o tej porze był jeszcze zamknięty, więc było stosunkowo cicho. W progu stanęła kobieta po pięćdziesiątce i zaprosiła nas do środka. Przybudówka nie był duża, ale przytulna. Składała się z jednego dużego pokoju, kuchni i łazienki. Meble i pozostałe sprzęty takie jak pralka czy lodówka, lata świetności miały już dawno za sobą, ale ciągle nadawały się do użytku. Dwa łóżka musiały zostać zakupione niedawno, ponieważ wyraźnie odcinały się od wystroju.

-I jak? Podoba się wam?-Zagadnęła starsza pani.

-Bardzo-Odpowiedziałyśmy zgodnie z prawdą. Wpłaciłyśmy jej ustaloną kwotę, wchodząc w posiadanie własnego lokum.

-Och! Prawie zapomniałam!-Jane zatrzymała się na klatce schodowej i przekazała Talii klucze –Uważajcie na siebie. Mam nadzieję, że dobrze będzie się wam tu mieszkało. W nocy czasami jest tu bardzo głośno, ale przyzwyczaicie się. Do widzenia.- Brunetka zamknęła za nią drzwi i znowu zostałyśmy same.



*Tak na prawdę to jest płaskie, ale czego się nie zmienia na potrzeby opowiadania?

2 komentarze:

  1. KURDE CUDO :D
    Uwielbiam to opowiadanie - jest takie pozytywne :)
    Mieszkanie w Rainbow - ZAPOWIADA SIĘ CIEKAWIE :D
    Czekam na kolejny :3
    UWIELBIAM TO <3

    OdpowiedzUsuń
  2. http://gunsnroses-just-a-little-patience.blogspot.com/ ZMIANA ADRESU !

    OdpowiedzUsuń