Oczami Talii
Mieszkanie, które znalazłyśmy było całkiem fajne. Miało w sobie duszę, klimat, wszystko. Stare sprzęty użytku codziennego ani trochę mnie nie zniechęciły. Kto wie, co ciekawego pamiętają? W poszukiwaniu czegoś niezwykłego zaczęłam przeglądaćwszystkie szafki. Poza sztućcami, zastawą stołową -o ile można tak nazwać dwa talerze, trzy kubki i miskę- znalazłam jeszcze plan miasta.
- Liv, patrz, nie zgubimy się! - Wrzasnęłam, machając jej znaleziskiem przed nosem - Pójdę się trochę zorientować, trzymaj się! - Ostatnie słowa wypowiedziałam tak szybko, jak tylko mogłam. Nie czekając na odpowiedź opuściłam mieszkanie.
Zatrzymałam się dopiero na chodniku. Rozłożyłam plan miasta. Jak się okazało, cały był poznaczony czerwonymi kropkami? 'Rainbow’ ‘Chata Barbie’ ‘HH’ ‘Dom Seby’ – głosiły podpisy. Potem nad tym pomyślę.
Zagadkowa mapa wylądowała w kieszeni, a wzrok – na budynkach po przeciwnej stronie ulicy.‘Magic Shop’ głosił wszem i wobec szyld z białym królikiem wyskakującym z cylindra. Bez zastanowienia ruszyłam w tamtą stronę.
Na oknie przyklejono kartkę informującą, że poszukują kogoś na kasę. Pieniądze by sięprzydały, nie zostało nam wiele po zakupie mieszkania. Pchnęłam drzwi i weszłam do sklepu. Przy ladzie gawędziło dwóch mężczyzn w średnim wieku.
- Panienka co sobie życzy? – Zapytał po angielsku.
- Ja… w sprawie… - wydukałam, usiłując przypomnieć sobie jak jest ‘ogłoszenie’.
- Pracy? Proszęchwilę poczekać. – Odparł i zniknął za granatową zasłoną. Nie za bardzo wiedząc co robić, po prostu stałam w miejscu. Drugi mężczyzna, wciąż siedząc za ladąbawił się jakimiś zegarkami. Po chwili podniósł na mnie wzrok.
- Zapewne chciałabyś poznać swoich idoli, co? – Zagadnął, wskazując koszulkę z Beatlesami. Zdążyłam się przebrać jeszcze w samolocie.
- To nie możliwe– odpowiedziałam.
- Tak? Wszystko jest możliwe. – Zaczął słowną utarczkę.
- Ale nie podróż w czasie i wskrzeszanie zmarłych
-Wskrzeszanie faktycznie, może i jest, ale czas... – Przerwał, i podał mi dwa, czarne zegarki oraz złożoną kartkę, po czym wyszedł ze sklepu. Po raz kolejny nie rozumiałam sytuacji, więc po prostu włożyłam „prezent” do kieszeni.
- O, mam to!– zza zasłony wyłonił się pracodawca, i podał mi kilka małych paczuszek. Narkotyki? – Czerwone to chmura gazu pieprzowego, zielone – smród, a szare –dym. Przydadzą ci się. Jutro o dziewiątej. Do zobaczenia! – Powiedział , po czym praktycznie wywaliłmnie ze sklepu.
Za choleręnie ogarniałam, o co biega, a cała ochota na włóczenie się po nieznanym mieście jakoś mi przeszła. Plan pełen dziwnych podpisów, Dziadek-Zegarmistrz zdrowo pierdolnięty na umyśle, i jeszcze te dziwne paczuszki.
Czując sięjakby ktoś wyprał mi mózg, wróciłam do mieszkania.
Z perspektywy Liv:
Z perspektywy Liv:
Zamknęłam
drzwi na klucz po wyjściu Talii. Lepiej nie ryzykować, bo ta dzielnica do
najbezpieczniejszych nie należy. Westchnęłam i przebrałam się w wygodne ciuchy,
z zamiarem wysprzątania mieszkania. Co prawda wystarczyło tylko zetrzeć kurze i
pozamiatać, ale w końcu i tak nie miałam nic lepszego do roboty. W łazience,
pod umywalką znalazłam środki czystości, a za ścierkę posłużyły mi papierowe
ręczniki. Nucąc pod nosem Autobiografię, zabrałam się do pracy. Zdecydowanie będzie mi brakowało polskich utworów, które
w ojczystym kraju, można było nawet od czasu do czasu usłyszeć w radiu. Na
szczęście mebli nie było dużo, więc uporałam się z porządkami w dość krótkim
czasie. Zadowolona z siebie, wygrzebałam swoją MP3. Kiedy wreszcie udało mi się
rozplątać złośliwe słuchawki, rozległo się pukanie. Doszłam do wniosku, że to
moja współlokatorka, ponieważ nikogo innego tu nie znałyśmy. Otworzyłam drzwi.
-Hej!-Krzyknął
chłopiec, wyglądający najwyżej na ucznia podstawówki. Ubrany był w jeansy i
zwykły granatowy podkoszulek.
-Hej...
Jeśli zbierasz jakieś pieniądze...- Przerwał mi szczery śmiech malca.
Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się czego może chcieć.
-Nie
jesteś amerykanką, prawda? Tak śmiesznie mówisz!-Dodał po chwili.
-Nie,
jestem polką.
-Fajnie!
Nie spotkałem jeszcze nikogo z tego kraju. Mieszkasz tu sama? Ja bym się bał,
bo przed tobą była tu taka dziwna pani. Nie lubiłem jej.- Naprawdę zaczynało
mnie to wkurzać. Nie miałam pojęcia co jest grane.
-Słuchaj
mały, nie wiem o co ci chodzi...-Przerwał mi po raz kolejny w połowie zdania.
-Mama
mnie tu przysłała! Wiesz, ona pracuje w tym klubie na dole i dowiedziała się,
że pani Jane sprzedała mieszkanie. Poprosiła, żebym sprawdził kto jest naszymi
nowymi sąsiadami. Będzie szczęśliwa, bo bardzo nie chciała znosić następnych
staruszków. W nocy jest tu bardzo głośno i ciągle tylko by się skarżyli!-Popatrzyłam
z uznaniem na chłopca, który wypowiadał każde zdanie z prędkością światła.
-To
paa!-Pomachał mi i zbiegł na dół po schodach. Cóż, jak widać trafiłyśmy na
całkiem ciekawe sąsiedztwo. Z tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Na próżno
przetrząsnęłam cały swój plecak i szafki w poszukiwaniu tabletek. Zrezygnowana
opadłam na łóżko, czekając na powrót Talii.
Robi się coraz ciekawiej, ale proszę o dłuższe rozdziały :3. Pomysł jest zajebisty, no i ten plan miasta... Hmm, ciekawe, ciekawe :). Czekam na więcej.
OdpowiedzUsuńReaktywowany blog z opowiadaniami o Gunsach:
OdpowiedzUsuńused-uphas-beens.blogspot.com!
Zapraszam! :)
Przeczytam jak mi WiFi naprawią :D Zapraszam na nowy u mnie
OdpowiedzUsuńO JA PIER DO LE!!!!
OdpowiedzUsuńHhrienbehdysbdegvwhdicubwjwndbuxnwuxndnueowoqhegbd..../#/%4/&7%:2719«€₩_§=^¥¥¥$
*_______________* Zajebiste, zakebiste, zajebiste!!! Jesteście niesamowite.
Teta przejdę do komentowania rozdziłu.
Ek hem
Pomysł ogólnie jest super tylko mogłoby być ociupiniuniuńkę więcej opisów. Tek 'zegarmistrz' jest podejrzany i ten mały chłopiec też ale wszystkie dzieci są podejrzne. Coś czuję że kolejne zdarzenia nie będą w stu procentach realne. Czekam na więcej i zapraszam do mnie na nowego bloga(reklama zawsze i wszędzie) nothig-special-to-say.blofspot.com ;D
Hej! Właśnie wróciłam z wakacji i bd nadrabiać :0 u mnie informacja , zapraszam!
OdpowiedzUsuń