Oczami Talii
Usiadłam na łóżku, wzięłam laptopa na kolana i otworzyłam przeglądarkę. Trzy karty, jedna z muzyką, druga z czatem i ostatnia z Blogowiskiem. Blogowisko to nic innego jak zwykła strona, na której każdy może prowadzić swój pamiętnik i udostępniać innym. Kiedy jest źle -czyli zawsze- uciekam do własnego świata, który mam właśnie tam. Moje małe sanktuarium. Każdy może je odwiedzić, zobaczyć co i jak, zostawić komentarz, jednak ono dalej jest moją własnością. Jestem panią tej malutkiej krainy, w której nie ma ani nadopiekuńczych rodziców, ani brata. Są za to inni tacy jak ja.
Na przykład Liv. Wiem o niej tyle, że jest taka jak ja. Chce uciec, chce żyć, chce posmakować wolności. Skoro obie pragniemy tego samego, to możemy zrobić to razem, nie? Właśnie tak powstał nasz szatański plan, który zamierzamy wcielić w życie jutro.
Mrs.Talia:
To już jutro XD
Liv666:
Wiem, nie mogę się doczekać :D
Znasz adres?
Mrs.Talia:
Spoko, pamiętam.
Ostróda, Krzemionki 28
Liv666:
Muszę lecieć.
Do jutra.
Spojrzałam na plecak, stojący koło biurka. Był spakowany od jakiegoś czasu. Zamknęłam malutki laptop, nie większy od zeszytu A5, i włożyłam do trzech foliowych torebek, i dopiero potem do plecaka. Nie mogłam pozwolić, żeby coś mu się stało, a tym bardziej zostawić tutaj. Sama go skonstruowałam, to raz, dwa, były tam zapisy rozmów z Liv, zdjęcia, i cała masa rzeczy które NIE MOGŁY ujrzeć światła dziennego.
Zegarek wskazywał 21:30, a kalendarz 1 maja. Tak, to jutro. Trzeba iść spać. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod kołdrę.
Wstałam dosyć rano, bo około godziny
szóstej. Drugi maj, weekend, a ja na nogach od świtu, ale to
szczegół. Wywaliłam z plecaka wszystkie rzeczy. Komputer,
ładowarka, czarne trampki, kilka bluzek, dwie pary spodni, jedna
spódnica i sukienka, ramoneska, bielizna. Te rzeczy, wraz z
'Wampirem z M3' Pilipiuka trafiły do dużej kieszeni, upchnięte
gdzieś na dnie. Na wierzch poszła kurtka przeciwdeszczowa, grubaśny
zeszyt i długopis, z ołówkiem i temperówką. Otworzyłam okno,
wyjebałam kołdrę i poduszkę, a na nie plecak. Upchnęłam trochę
pieniędzy w kieszeniach, a resztę do stanika. Konkretniej, miałam
jeden jedyny stanik 'Pusz ap' z którego wyjęłam te żałosne
poduszeczki i zamiast nich włożyłam banknoty. Dzięki luźnej
koszulce z Ramones, nie sposób było cokolwiek zauważyć.
Narzuciłam jeszcze jeansową kurtałkę, założyłam czarne szorty
i zawiązałam swoje ukochane, ukrywane w szafie 'Rumunki'. Rumuńskie
buty robotnicze, bo tak brzmi pełna nazwa, miały w sobie wkładkę
utrzymującą temperaturę i wyglądały jak glany.
Zeszłam na dół. Matka siedziała w
salonie, chrupiąc bułkę.
- Mamo, biorę dychę i idę do sklepu
po bułki! - krzyknęłam, przebiegając do kuchni. Wyjęłam ze
słoika z drobniakami dwie pięciozłotówki, po czym ukradkiem
wyszłam.
Pod oknem mojego pokoju leżał stos
pościeli, a na nim spoczywał plecak. Bagaż biorę, pościel może
zostać. I tak była tylko po to, żeby nic mu się nie stało.
Skierowałam się w stronę płotu oddzielającego nas od pustej
działki. Wlazłam na dąb, zeskoczyłam i oto byłam po drugiej
stronie.
Wolność.
Uśmiechnięta, ruszyłam w stronę
sklepu. Kupiłam coś koło 10 bułek, butelkę frugo i wodę 0,7.
Teraz trzeba się pożegnać. Udałam się na najbliższą plażę,
gdzie przywitała mnie morska bryza. Usiadłam na piasku, zjadłam
dwie bułki i popiłam frugo. Wyjęłam z plecaka notes wraz z
długopisem. Wyrwałam jedną kartkę, na której napisałam 'Żegnaj'
i włożyłam do butelki. Podeszłam kawałek do molo. Wychyliłam
się przez barierkę.
- Pa pa – szepnęłam. Już nic mnie
tu nie trzymało. Z dziarskim uśmiechem zawędrowałam na peron
gdzie kupiłam bilet na najbliższy pociąg do Ostródy.
W przedziale byłam samiuteńka. Te
półtorej godziny, 194 kilometry, minęły jak z bicza strzelił. Na
dziewiątą byłam na miejscu. Wyszłam na stację. Zgodnie z
instrukcjami Liv, szłam koło parku, minęłam szkołę i oto stałam
przed jej domem. Zapukałam.
Z perspektywy Liv
Rozległo się głośne pukanie. Kogo do cholery, niesie o tej porze? Otworzyłam niechętnie, zaspane oczy i spojrzałam na zegarek. To niemożliwe! Wyskoczyłam z łóżka i rzuciłam się biegiem w kierunku drzwi. Dzięki Bogu, klucze były w zamku i nie musiałam ich szukać. W progu stała dziewczyna, ubrana w koszulkę Ramones, jeansową kurtkę i czarne szorty. Chwilę wpatrywałyśmy się w siebie, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mogłam uwierzyć, że to dzieję się naprawdę. Po tylu rozmowach, wreszcie możemy zobaczyć się na żywo. Na mojej twarzy, mimowolnie pojawił się uśmiech. Nagle uświadomiłam sobie, że przecież jestem w piżamie.
-OK, możemy iść!- Krzyknęłam wychodząc. Chwyciłam swój stary plecak, wypchany do reszty i rozejrzałam się po pokoju. Westchnęłam głośno, wiedząc, że muszę go opuścić. Całkiem inaczej się o tym myślało, chciałam tego, a teraz, gdy stałam przed faktem dokonanym, nie jestem pewna. Jednak jest już za późno, nie ma odwrotu. Ze skrytki, pod doczniczką z krakowiakami, wyciągnęłam sporą sumę nagromadzonych pieniędzy. Zbierałam je od dziecka, z myślą o ucieczce. Kiedy wyszłyśmy, schowałam klucze pod wycieraczką i przykleiłam kartkę do drzwi. Zwykł list pożegnalny, dla mojej wspólokatorki. Nic wielkiego. Słońce grzało niemiłosiernie i zaczęłam żałować, że założyłam długie spodnie. Czekała nas jeszcze podróż do stolicy, na lotnisko. Wsiadłyśmy do pociągu, ale niestety nie było ani jednego wolnego miejsca. Przygniecione do ściany przez innych pasażerów, odliczałyśmy z niecierpliwośćią czas. Zabawne, że przez pół dnia, nie udało nam się przeprowadzić normalnej rozmowy. Kiedy wreszcie, naszym oczom ukazał się peron, z tabliczką na której widniał napis Warszawa, zaczęłyśmy się przepychać w stronę wyjścia.
-Liv...-Odezwała się Talia z lekkim przerażeniem w głosie.
-O co chodzi?
-Jeśli za chwilę nie staniemy w kolejce do odprawy, spierdoli nam samolot!-Wrzasnęła, co w tej sytuacji, uznałam za słuszne. Pognałyśmy w kierunku postoju taksówek. Wsiadłyśmy do jednej i jednocześnie krzyknęłyśmy-Lotnisko!- Kierowca mruknął coś pod nosem, o niewychowanej młodzieży i odpalił silnik. W ostatniej chwili, dotarłyśmy na miejsce. Zaliczyłyśmy odprawę bez problemów. Teraz, kiedy siedziałyśmy w wygodnych fotelach, wzbijając się w przestworza, dotarło do nas, że jesteśmy wolne. Zrobiłyśmy coś, o czym marzy większoć nastolatków, ale nie mają odwagi wprowadzić planu w życie. My tego dokonałyśmy. Spieprzyłyśmy do Los Angeles, nie znając tam kompletnie nikogo, nie mając gdzie mieszkać. Tylko, że to się nie liczy. Osiągnęłyśmy swego rodzaju sukces. 2 maja 2012 roku, spełniłyśmy jedno ze swoich największych marzeń.
Hm, fajnie, ze wbilas i powiedzialas mi o tym blogu :3
OdpowiedzUsuńOgolem.. Podoba mi sie pomysl, choc jakos mi ten styl pisania zwykle nie lezy. Tak, ja smętniak i ponurak, hmmm.. Bywa. No ale nic, jest fajnie, czekam na kolejny, bo jestem ciekawa co te dziewczyny wymyslą, biorąc pod uwagę, ze jestesmy w terazniejszosci i... No mlodzi Gunsi raczej nie spadną tu z nieba xD
Czekam i proszę, informuj mnie na blogu :)
Alex.
(+moglybyscie usunac weryfikacje obrazkową, na dluzsza mete to meczace...)
Dziękujemy za opinię :) Weryfikację już usunęłyśmy :D Będziemy informować, nie ma problemu :P
UsuńNo siema Jabłuszko kochane i druga Koleżaneczko, którą też już kocham :D
OdpowiedzUsuńOto wpadłam do Was, bo jakże to tak nie odwdzięczyć się za tyle komentarzy i miłych słów :D
No i Wy ode mnie też usłyszycie takich parę ;D Jest ślicznie, błędów nie wykryłam, a nawet jeśli były, to czytało się tak lekko i przyjemnie, że gdzieś przepadły i już ich nie ma :3 Matko, czuję się, jakbym czytała o sobie, w tym fragmencie, gdzie te dziewczyny wreszcie się spotykają. Też coś takiego przeżyłam i nie ma lepszego uczucia <3
A może jednak jest, bo oto one nie tylko si spotkały, ale do tego spełniają marzenia. Bo zaczęło się na jednym, ale to przecież dopiero początek całej historii, która (cholera no!) zapowiada się ciekawie, bo, jak zauważyła Alex, młodych Gunsów nie ma (o dzięki Wam, serio <3 Chociaż jakby tak przypadkiem byli to wiecie... Lizzie Approves xD), lata osiemdziesiąte minęły dawno temu... Coś świeżego! Alleluja ;__;
Także ja poproszę informowanie (jeśli to nie problem. Jeśli tak, dajcie znać, żebym wiedziała, że muszę sama zaglądać :3), o tu:
http://stories-from-garden-of-eden.blogspot.com/
(A Jabłuszko zapraszam, jeśli ma ochotę na bohaterów i prolog nowej wersji My World, ew. już niedługo (11.04) rocznica bloga i w okolicy tego dnia pojawi się urodzinowa niespodzianka ;D)
Kocham Was <3
Witamy! Jabłuszko na wstępie chce przekazać że pozdrawia C: a ja że ktoraś z nas zawsze poinformuje i że też pozdrawiam :D
UsuńZostałyście nominowane przeze mnie do The Versatile Blogger Award
OdpowiedzUsuńwięcej tutaj -----> http://byswag.blogspot.com/2013/04/the-versatile-blogger-award.html
po jednym rozdzialiku już śmiało stwierdzam że ten blog jest zajebisty no i nic tego nie zmieni :)
Przepraszam was obie i to bardzo no bo nie skomentowałam no i nie opiszę jak bardzo mi się podoba itd itd ! A podoba mi się bardzo no tu dużo gadać no kurwa uwielbiam was dziewczyny obie jesteście genialne <3
A stworzenie wspólnego bloga to już wgl genialna sprawa !
Cudo cudo cudo :)
Przepraszam że tak bezsensownie no ale nie mogę :c
Kocham Was - to wam powiem i już muszę uciekać :c
Genialne pisze dalej ;*